Bośniacka epopeja


(Miroslav Barbarez) #1

[quote]13 maja

Późnym popołudniem na stację kolejową w Sarajevie leniwie wjechał pociąg luksusowy, przybywający prosto z Wiednia. Niewielu było pasażerów wysiadających ze środka, większość kończyła swój kurs jeszcze w Budapeszcie. Ale jeden z przybyszy zjawiła się w mieście w konkretnym celu. Zainspirowana wydarzeniami w Górnej Austrii, Styrii, na Słowacji czy też w samym Wiedniu. Zarażona ideą samostanowienia ku jedności. Pragnąca przyczynić się do rozwoju Bośni i Hercegowiny, ale także całych Austro-Węgier.

Ta osoba miała plan. Wszystko doskonale przemyślane. Spoglądając na miasto kończące powoli dzień w objęciach Morfeusza pragnął już teraz wzniecić krzyk triumfu i radości, obwieścić radosną nowinę o zjednoczeniu i rozwoju. Ale wiedział, że jeszcze jest na to za wcześnie. Że sam nie zdziała niczego. Dlatego też po wyjściu z gmachu stacji swoje kroki skierował ku muzułmańskiej čaršiji, gdzie mieszkał człowiek, u którego miał nocować. Który na pewno mu pomoże.[/quote]


(Tomasz Dostojewski) #2

*Ahmed przyjął swego gościa. *

Czas rozpocząć rozmowy nt. naszego regionu przyjacielu. Na początku musimy ustalić ustrój naszego regionu. Co proponujesz ?


(Miroslav Barbarez) #3

[quote]14 maja

Miroslav wychylił trzeci kieliszek rakiji podczas spotkania z Ahmedem. Do tej pory wspominali dawne czasy, kiedy Monarchia swym blaskiem i wielkością zachwycała cały v-świat, grając pierwsze skrzypce w sprawach całego Pollinu.

Teraz sytuacja była inna: Austro-Węgry nie były nawet cieniem tego, co dawniej stanowiło o jej glorii i chwale. Po strasznym okresie stagnacji dopiero zaczęła lizać swe rany. Jednak Miroslav wiedział, że na terenie Monarchii Austro-Węgier, od Klagenfurtu po Arad, od Krakowa po Split, ostali się jeszcze ludzie gotowi do działania. Gotowi przelać krew, pot i łzy do powrotu tego, co było. Swym pytaniem Ahmed potwierdził, że jest jednym z nich. To wlało w serce Miroslava nadzieję.

Nalewając czwartą kolejkę, zaczął mówić:

- Przeczytałem Twój list w sprawie ustanowienia banatu, Ahmedzie. Można byłoby tak zrobić, jednak chciałbym ustanowić system, który będzie w większej mierze tworzyć podstawy pod powrót Jego Cesarskiej i Królewskiej Mości do władzy, ktokolwiek by to nie był. Chcę, byś wiedział także, że w nowej Monarchii nie widzę Bośni i Hercegowiny w takim charakterze, jakim była poprzednio: kondominium z ograniczonymi prawami. Jesteśmy jednak zbyt mali, aby grać na tych samych zasadach co Austria i Węgry.

Miroslav zamyślił się, po czym razem z Ahmedem wypił czwartą kolejkę. Śliwowica uderzyła w jego mózg alkoholem, ale też śmiałością w wypowiadaniu swych myśli.

- Oto co proponuję: nasz region będzie w przyszłości dążyć do unii z Węgrami, aby ostateczne stanowić skład Korony Św. Stefana, na tych samych prawach co Chorwacja. Podczas tworzenia nowej Ugody będziemy naciskać na to rozwiązanie, aby nie dopuścić do sytuacji, w której Bośnia ponownie będzie zmarginalizowana. Do czasu odtworzenia Monarchii Austro-Węgier władzę u nas przejmie Rada Regencyjna, oczekująca na powrót Jego Cesarskiej i Królewskiej Mości, ergo - Apostolskiego Króla Węgier w naszym przypadku. Rada będzie mieć charakter kolegialny, w zależności od zdolności i zainteresowań każdy z członków będzie mieć inne kompetencje i zakres obowiązków. Chciałbym zatem, abyś razem ze mną owe ciało współtworzył. Co o tym sądzisz, Ahmedzie? :slight_smile: [/quote]


(Tomasz Dostojewski) #4

Prawdę mówiąc drogi Miroslavie ,to wolałbym aby BiH było traktowane na równi z Czechami czy Węgrami. Nie widzę też przeszkody aby BiH stało się częścią Królestwa Węgier. Wszystko jest kwestią dogadania.


(Tomasz Dostojewski) #5

Szanowny Miroslavie. Dziś Herr Leszek van der Fryssau przejął władzę na Węgrzech ogłaszając się regentem . Jakie stanowisko powinniśmy obrać w tej sprawie i co dalej z twoim planem włączenia BiH w skład królestwa Węgier ?


(Leszek van der Fryssau) #6

Drodzy Moi,

Jako Arcyksiążę i Regent uznaję Bośnie i Hercegowinę za niezależną prowincję. Proszę o poparcie w ew. konflikcie.


(Leszek van der Fryssau) #7

W przyszłości chcę, żeby powstało Księstwo Bośnii i Hercegowiny pod wspólnym zarządem Austrii i Wiednia.


(Miroslav Barbarez) #8

[quote]16 maja

Słońce od dawna już schowało się za horyzontem, zostawiając Sarajevo, Bośnię oraz całe tereny Naddunajskie we władanie swego księżycowego krewniaka. Jednak Miroslav wciąż chodził po pokoju, udostępnionym mu przez Ahmeda na czas jego przyjazdu. Nie chcąc budzić gospodarza, całą sytuację, jaka w ciągu ostatnich kilkunastu godzin miała miejsce na Węgrzech, opisywał w myślach. Najmroczniejszych, najobelżywszych, najpodlejszych, ale wciąż myślach. Prawo gościny jest rzeczą świętą, niezależnie od narodu czy religii. Nie chciał tego nadużywać wylewając z siebie potok złych słów.

- I jeszcze ta propozycja… Co za tupet… - szepnął Miroslav, nieco już się uspokajając. Ochłonąwszy, zaczął bardziej analitycznie podchodzić do sprawy. Wiedział jednak, że czasu jest coraz mniej i każdy moment zwłoki będzie za sobą nieść coraz poważniejsze konsekwencje.

Co z tymi Węgrami? Była to teraz główna myśl owej nocy muzułmańskiego miesiąca szaban, który zmierzał ku końcowi. Otóż z Węgrami… wszystko w porządku. Informacje, jakoby naród węgierski miał masowo poprzeć Leszka van der Fryssau na Apostolskiego Króla, okazały się być zwykłą wydmuszką. Madziary to co prawda nieco filuterni marzyciele, ale kiedy trzeba to myślą racjonalnie i zachowują zimną krew. Dlatego też z powodu wybryków uzurpatora nie można przekreślać planów dalszej unii z Węgrami. Ale większą samodzielność w obrębie owej unii trzeba zachować. To już też będzie kwestią nowej Ugody, która na pewno powstanie. Jego Cesarska i Królewska Mość Franciszek Józef II już o to zadba…

Właśnie, Jego Majestat… Radosna nowina o chęci objęcia cesarsko-królewskiego tronu z woli narodów przez człowieka, którego szanował i podziwiał. Stawiał zawsze za wzór w kwestiach politycznych i moralnych. Wrócił. I gotów jest, przy poparciu ludów naddunajskich, na powrót objąć we władanie swoją Schedę. Dziedzictwo. Historię. Ale też Przyszłość. Bo chociaż FJII nie jest najmłodszym monarchą, to wie z której strony wieje wiatr zmian. Miroslav był przekonany, że Jego Majestat wiedział o tym, że władza winna stanowić jedność narodów, ale nie może ona dążyć do centralizacji, jak było to kiedyś. W każdym razie, będzie trzeba do tego dążyć, aż sytuacja nieco okrzepnie…

Barbarez wrócił myślami do prowodyra poniedziałkowych zdarzeń. I do wysuniętej przez niego propozycji…

- Księstwo Bośni i Hercegowiny? Wspólny zarząd Austrii i Węgier? Toż to wciąż kondominium, tylko pomalowane pstrokatymi kolorkami! Jak tak można?!? - Miroslav aż się zaczerwienił ze złości na myśl o owej “ofercie”… ale nie wybuchnął. Nie chciał obudzić Ahmeda, który dzisiaj zapracował się za czterech. Mobilizacja wojsk, rozmowy na forum Rady Naddunajskiej… aż się zawstydził, widząc jak do tej pory niewiele zrobił na tle swego gospodarza. Tego człowieka trzeba ozłocić. Co najmniej.

Ale nie wolno było lamentować, tylko zabrać się do działania. Miroslav usiadł przy biurku, zapalił lampkę, wziął ryzę papieru i zaczął spisywać dokument, który wieczorem zostanie odczytany przed ratuszem w Sarajevie. Nalał sobie mocnej tureckiej kawy do filiżanki - czekała go bowiem długa, bezsenna i pracowita noc.[/quote]


(Tomasz Dostojewski) #9

Czekamy na odzew Miroslavie.


(Miroslav Barbarez) #10

(Miroslav Barbarez) #11

18 maja

Jeśli zapytać się Miroslava Barbareza o to, co pamięta on w trakcie i po przeczytaniu Proklamacji, zakląłby się na wszystkie świętości, iż nie pamięta on, poza pomniejszymi epizodami, absolutnie niczego. Po odczytaniu dokumentu ludzie zebrani przed ratuszem w Sarajevie wpadli w… cóż, czy są jakieś słowa, które oddałyby uczucia Bośniaków w owej chwili? Zachwyt? Euforia? Ekstaza? Nie wiedział, jak to określić.

Ale wiedział, co widział. Rodziny zalane łzami szczęścia, małżonkowie, kochankowie i przyjaciele objęci w uściskach miłości, lejąca się zewsząd rakija… Miroslav oddał się tej radości. Radości z powodu odzyskanej Ojczyzny i nowych możliwości.

Teraz przyszła nasza kolej. Wykorzystamy ją.

Ale najpierw… wypocznijmy… po śliwowicy, która wciąż wesoło szumi… :slight_smile:


(Miroslav Barbarez) #12

8 kwietnia 1918

Pomarańczowa tarcza Słońca powoli kryła się po zachodniej stronie wzgórz Sarajeva. Ostatnie promienie ognistej gwiazdy odbijały się od szyb domów, sklepów, urzędów i świątyń miasta. Większość mieszkańców szykowała się powoli do snu, zamykając okna w obawie przed zbliżającą się ulewą. Jednak jedno z okien okazałego budynku w centrum miasta wciąż pozostawało otwarte. Stał przy nim człowiek zmartwiony, zaniepokojony i zrezygnowany. Człowiek, który poświęcił całe swoje polityczne życie pomyślności i rozwojowi Bośni i Hercegowiny. Człowiek żyjący przeszłością i zaszłą euforią swoich rodaków, którzy przed rokiem widzieli w nim swego reprezentanta w Wiedniu i Budapeszcie. Człowiek, który w najważniejszej próbie nie mógł podołać wyzwaniom stawianym mu przez skomplikowany świat.

Człowiek, który zawiódł Monarchię, Bośnię, siebie oraz ludzi, którzy mu zaufali.

Zaczęło się niewinnie, od pewnych drobnych niedyspozycji. Po pewnym czasie jego przyjaciel, Ahmed Pasza, musiał wziąć na swoje barki całość obowiązków związanych z administracją i zarządzaniem Księstwem Bośni i Hercegowiny. Realioza okazywała się być silniejsza. Kiedy choroba w końcu dopadła również Ahmeda, człowiek ów kompletnie się załamał. Nie widział już możliwości dalszej działalności w polityce. Nie tylko zresztą w niej.

Tydzień temu rewolwer na jego skroni był wymierzony po raz trzeci w przeciągu ostatnich kilku miesięcy. Za dwoma poprzednimi razami załadował do bębenka jedną kulę. Magazynek, poprzez wprawny ruch kciukiem, zakręcał się niczym młynek, po czym zatrzymywał się w losowym miejscu. Wystarczyło pociągnąć za spust…

KLING!

Pudło. Za drugim razem podobnie.

Tym razem wszystkie komory były pełne. O przypadku nie mogło być mowy.

Ostatnie rzewne zawołania z ulubionej sevdalinki. Ostatni łyk rakiji. Ostatnie spojrzenie na Sarajevo. Ostatnie westchnięcie do Boga i Jego Cesarsko-Królewskiej Mości. Ostatnia ironiczna myśl: witanie się ze Śmiercią w Niedzielę Zmartwychwstania. Ostatnie spojrzenie na narzędzie, będące kluczem do bram Nieznanego.

Skroń. Chłód lufy. Ciemność przymkniętych powiek. Ostatnia uroniona łza…

Okrzyki mieszkańców miasta szybko jednak doszły do uszu Miroslava Barbareza. Szybciej niż impuls z mózgu nakazujący mu pociągnięcie za spust. Polityk, wciąż z rewolwerem przyciśniętym do głowy, wsłuchiwał się w głos Bośniaków. Z potoku haseł i wyrażeń odczytał dwa powtarzające się słowa, niczym bicie serca Ludu: Styria oraz Wiwat.

Barbarez słyszał o wydarzeniach w Grazu. O walkach, jakie tam miały miejsce. O żywiole, który porwał tamtejszych mieszkańców. Nie był pewien, czy Bośniacy będą mieć w sobie tyle siły, by znów, po raz kolejny, wziąć sprawy w swoje ręce i wykrzyczeć to, co leży im na sercach. Teraz miał dowód. Dowód na energię swych rodaków. I powód, by dalej, po raz kolejny, pomóc im opanować żywioł. Powód, by działać, pracować, żyć.

Od tego czasu minął tydzień. Rewolwer został schowany w sejfie.

Miroslav Barbarez wspomniał te chwile. Zmartwienie, które ciążyło nad nim przez cały dzień, zniknęło pod wpływem wizji, która na powrót przyświecała jego życiu. Miał ponownie energię do dalszego działania. Wiedział, co należy czynić dla pomyślności Bośni i Hercegowiny. Tym razem udać się musi. Nie ma innego scenariusza.

Miroslav Barbarez zamknął okno w swojej rezydencji w centrum Sarajeva. Nad miastem rozległ się grzmot zbliżającej się burzy.


(Miroslav Barbarez) #13

10 kwietnia 1918

Maszyna do pisania leżąca na biurku Miroslava Barbareza wydała z siebie dźwięki wieńczące całodzienną pracę nad tekstem, który od jutra będzie kolportowany na ulicach Sarajeva. Do końca tygodnia ulotki będą krążyć nawet po najmniejszych wioskach Bośni i Hercegowiny. Autor wyciągnął kartkę papieru z maszyny, zabrał ze sobą kilka ryz i udał się do nocnej drukarni znajdującej się nieopodal redakcji gazety Bosanski Novinar. Tam tekst, nad którym pracował przez cały dzień, zacznie się rozlewać na całe Księstwo, jeszcze raz jednocząc i zagrzewając Bośniaków w dziele odbudowy.


(Miroslav Barbarez) #14

18 kwietnia 1918

To był niesamowicie intensywny tydzień. Zjazdy, spotkania, delegacje, wiece, marsze. Rozmowy ze zwykłymi Bośniakami, solą Księstwa. Zapoznawanie ich z Odezwą.

Tak, to był dobry ruch, aby tak nazwać naszą deklarację - pomyślał Miroslav Barbarez, kiedy w końcu wrócił do swojego pokoju w rezydencji w centrum Sarajeva. Odezwa jest nazwą wpadającą w ucho. Ale też bardzo inkluzywną, wyrażającą wolę całego Narodu. Mieszkańców bośniackich wiosek i miast, ludzi starych i młodych, kobiet i mężczyzn, biedaków i krezusów. Tak, to dobra nazwa.

Zapoznanie rodaków z dokumentem stanowi pierwszą część planu. Od jutra trzeba to poszerzyć, ogłosić całej Monarchii to co dzieje się w Bośni i Hercegowinie. Ale najpierw…

Sen. Zasłużony. Trzeba odpocząć.

By od jutra znów działać.