Gdzieś w Lemberg`

fabularny

(Xavery edler Kłopocki) #1

Korzystając z jednego z ostatnich pogodnych dni jesieni, siedzieli przy stoliku na zewnątrz lokalu. Przed Regentem stał talerz ze sznyclem po wiedeńsku, który podał sam maitre d` (nadal stał w zasięgu słuchu, starając się profesjonalnym opanowaniem przykryć podniecenie wywołane wizytą dostojnika), ale więcej uwagi niż posiłkowi Kłopocki poświęcał swojemu towarzyszowi. Młody, choć o przedwcześnie postarzałym wejrzeniu, o potarganych czarnych włosach i niezdrowej cerze, nie mógł być w żaden sposób spokrewniony z Regentem, a jednak wyczuwało się pewną zażyłość między mężczyznami.

—Naprawdę miałem nadzieję, @Erik, że wycieczka z dala od stolicy pomoże Ci się trochę rozerwać, oderwie Cię trochę od tych ponurych rozmyślań - odezwał się w końcu Kłopocki.


(Erik Blume) #2

-Doprawdy, wdzięczny jestem Waszej Wysokości za poświęcenie chwili jakże cennego czasu. Próbował skupić wzrok na dostojnej postaci w miarę normalnie, acz ciągle oczy mając rozbiegane niezdrowo. Odzienie nieco niestosowne na tę okazję, bo dopatrzeć się można było gdzieniegdzie plam z farb -Wiedeń znajduję całkiem miłym sercu, acz ma pan rację. A… jeśli można spytać, czemu właściwie zawdzięczam tę wycieczkę w pańskim towarzystwie? Widać było, że co i rusz uciekał spojrzeniem, by wyłapać jak najwięcej z otoczenia, że niezręcznym znajduje fakt poruszenia i usługiwania, choć próbował to mimo wszystko jakoś zatuszować.


(Xavery edler Kłopocki) #3

Regent westchnął i w jakiś sposób mimo faktu że twarz jego pozostała niewzruszona, pojawiła się nieuchwytna sugestia przewrócenia oczami. Kiedy się odezwał mówił powoli i ostrożnie, jak zwraca się do rannego zwierzęcia żeby go nie spłoszyć.

—Prosiłem Cię tyle razy, żebyś dał sobie spokój z wysokością, chłopcze… Jeżeli naprawdę moje imię Ci nie przechodzi przez gardło, to może spróbuj „proszę pana”, albo ja wiem… „Wuju”? Jedyną osobą w Krajach która mówi do mnie po imieniu jest Dzia… -zmieszał się nieco- Jego Cesarsko-Królewska Mość, wyobrażasz sobie jakie to męczące na dłuższą metę? -zmienił temat - Ile to już czasu odkąd zaprosiłem Cię do stolicy? Trzy miesiące?


(Erik Blume) #4

— Zgadza się. Zogniskował wreszcie rozbiegany wzrok na siedzącym naprzeciwko. Nie ma w tym spojrzeniu wytykanej przez “wuja” niechęci, jest raczej smutek i zmieszanie. Ręce trzymane na stoliku, ich układ mówiący o szczerych intencjach, choć powstrzymywane z trudem od ciągłego drżenia — Trzy miesiące. Podczas których, zarzucam sobie, że tak niewiele uczyniłem, by wyrazić swoją wdzięczność. Tak niewiele też, by przyczynić się również jakkolwiek do rozwoju tego pięknego kraju. Mam nieustanne wrażenie, że jestem za mały, to stąd wynika moja gafa ze zwracaniem się do Ciebie… wuju. Nie ze złośliwości, proszę więc o wybaczenie.


(Xavery edler Kłopocki) #5

Regent zamachał dłonią do kogoś po drugiej stronie ulicy.

—Boris! -zawołał- Znasz Herr Targersdorfa, Eryku?

@Borys_Targersdorf


(Borys Targersdorf) #6

Do stolika zbliżył się, ubrany zgodnie z najnowszą modą dżentelmen ale sylwetka i ruchy od razu zdradzały człowieka,któremu bardziej wygodnie w mundurze niż we fraku

-Wasza Wysokość, Mistrzu- ukłonił się przybysz - Zaprawdę piękną jesień w Lembergu. Czy Panowie pozwolą że się przysiądę?


(anonimowy tramwajarz) #7

Przy stoliku siedział tajemniczo, ale i znajomo (choć podobieństwo byłoby nieprawdopodobne tak bardzo, że nikt nawet nie myślał o tym tropie) wyglądający jegomość z wąsem. Kelner przyniósł mu butelkę wódki z gorzelni rodziny Baczewskich. Na butelce napisane było “Cesarski i Królewski Dostawca Dworu”. Do wódki dodano jeden kieliszek, który od razu napełniono. Jegomość wypił duszkiem setkę, po czym napełnił kieliszek i jął przysłuchiwać się rozmowie bez większego zainteresowania. Jego uwadze nie umknęło pojawiające się co jakiś czas słowo “dziadek”…


(Erik Blume) #8

Spąsowiał momentalnie na wspomnienie znajomości, a raczej okoliczności jej zawarcia -Miałem ten zaszczyt! Skinął głową poważnie,po trochu, by okazać szacunek, po trochu, by ukryć nagłą ceglastość lica. Po chwili trwającej ledwie mrugnięcie, zerwał się, by odsunąć przybyłemu krzesło -Ale doprawdy, schlebia mi pan tym “mistrzem”, na którego bardzo chciałbym sobie zasłużyć.


(Wiktor Toghon at Atera) #11

Tymczasem chodnikiem, z niemałym trudem, krokiem powolnym i dość chaotycznym do lokalu zbliżał się pewien jegomość. Ubranie jego mimo że dość ubrudzone, nie pozostawiało złudzeń że nie jest to pierwszy, lepszy pijak. Jego wygląd, zachowanie a przede wszystkim zapach nie pozostawiało złudzeń że nie jest to pierwszy lokal jak dziś wizytuje. Mężczyzna wtoczył się do lokalu i od progu zaczął kłótnie z kelnerem. Przeklinał tak, że pewna bogobojna staruszka uczyniła znak krzyża na jego czole po czym wybiegła krzycząc:

-Szatan!!! Belzebub!!! Sprowadzić księdza!!!_

Niewzruszony człowiek awanturował się dalej aż w końcu wykrzyknął:

-Ty debilu pi######ny ty c##ju głupi! Wiesz kim ja jestem?! Wiesz?! Je##nym Minister Kultury! śmieciu! A teraz won! i bez wódki mi nie wracaj!

Minister rozejrzał się i zobaczył znajome twarze. Dosiadł się do stolika i z niezgrabnym uśmiechem powiedział

-No cześć. Pijemy?


(Erik Blume) #12

-Z całym szacunkiem, herr Minister. Ale uważam, że takie traktowanie tych nieszczęśników jest nie na miejscu. Wiem, że jestem nikim, by zwracać panu uwagę, ekscelencjo, ale… Dźwignął się z krzesła, niepewnie zerkając na Regenta, z czymś na kształt nieśmiałego pytania, choć mało sprecyzowanego -…ale tym bardziej, jako, że nic nie mogę w tej gestii poczynić, nie jestem też w stanie dłużej tu przebywać. Oni nie są winni żadnej zniewagi, ni niczego podobnego. Kłaniam się! Po czym faktycznie zaczął się po kolei kłaniać, na końcu skinął tylko płytko nowoprzybyłemu i zabrał się za opuszczanie tej jakże miłej >do tej pory< kawiarni


(anonimowy tramwajarz) #13

Po spektaklu w niedalekim teatrze przybył pewien aktor. Aktor nieznacznie nadgryziony zębem czasu, zniszczony destylatami Baczewskiego i innymi, pośledniej jakości, trunkami. Przybył? Właściwie to wtoczył się, zatrzymując się przy barze. Popatrzył z niesmakiem w lewo, popatrzył w prawo i jego zasmucone i mocno pokrzywione usta rozwarły się, zionęły oparami alkoholu i wyrzekły głośno, chropowato, charakterystycznie:

-Inteligenci, wyp…ać!


(Borys Targersdorf) #14

-Panie Eryku niech Pan siada.

  • Herr Kulturminister, gdyby Pan jeszcze tego biedaka opieprzył w rytm polki trisch-trasch, siadaj Pan, -Cztery kawy-zwrócił się Targersdorf do kelnera i dyskretnie wręczył mu suty napiwek.

(Erik Blume) #15

Usiadł z powrotem, a jego spojrzenie po drodze skupilo się na starym aktorze. -Hm. Coś w tym jest. Mruknął bardziej pod nosem. -Kawę jak zwykle chętnie. Przepraszam, nie chciałem pogłębiać fermentu. Po czym przerzucił wzrok na von Vihrena z czymś na kształt próby uśmiechu


(anonimowy tramwajarz) #16

No i dalej nikt nie wyszedł…


(Erik Blume) #17

(a taki był cel waszmości?)


(Wiktor Toghon at Atera) #18

von Vihren przysną na chwile. Otworzywszy oczy, spojrzał na Erika i powstrzymując czkawkę powiedział:

-Ale artysta to nie odmówi kieliszeczka, ew. pół litra?


(Erik Blume) #19

Wyglądał przez chwilę, jakby się zgubił w lesie. Skinął jednak po chwili. -W zasadzie, jeden kieliszeczek skoro pan proponuje. Muszę zachować trzeźwość umysłu. Chętnie wychyliłbym jednak mały toaścik za tych, którzy trudzą się przy garkuchniach i kawiarniach tego świata. Wwiercił wzrok w rozmowcę


(Borys Targersdorf) #20

-Mistrzu, każdy rodzaj trudu godny jest toastu i każda praca jest potrzebna. Niech Pan spojrzy na kelnera, posługacza w garkuchni czy na moją osobę widzi Pan różnicę? Bo ja nie, każdy z nas chyli głowę i służy i wykonuje swą pracę najlepiej jak umie. Zdrowie! Podniósł filiżankę i upił łyk kawy -Drogi Eryku czy ma Pan już obywatelstwo austro-węgierskie?


(Erik Blume) #21

-Tak! Absolutnie! To idealne podsumowanie. Widać, że bardzo podobały mu się słowa herr Targersdorfa, po entuzjastycznej reakcji. -I kolejne “tak”. Posiadam, ekscelencjo. Zawiesił głos, wpatrując sie wyczekująco


(Borys Targersdorf) #22

-W takim razie musimy się spotkać i spokojnie omówić wykorzystanie Pan zdolności dla Monarchii. Uśmiechnął się do Herr Bluma -Panowie dziękuję za spędzenie miłego popołudnia. Wasza Wysokość, Książę, Panie Blum do zobaczenia. Kierując się do wyjścia, zatrzymał się koło starego aktora, zamówił dla niego kieliszek koniaku -Wypi…wychodzę chociaż do inteligencji mi …bardzo daleko, tyle mogę dla Pan zrobić. Ukłonił się wyszedł