Kawiarnia artystyczna im. Rudolfa Brauna


(Emil Potocki) #1

Meine Damen und Herren,

w mojej podróży do Budapesztu zatrzymałem się na dłużej w niesamowitej stolicy cesarstwa. Co mnie urzekło, to nie tylko jej charakter architektoniczny, ale także cechujący mieszkańców takt, modny ubiór i zamiłowanie do sztuki. W trakcie przemierzania uliczek odchodzących od Ringu usłyszałem dźwięki spokojnej muzyki, w tym wysokie tony klarnetów, harmonijne dźwięki pianina i lekkie tony harfy. Pomimo względnego zgiełku i natłoku dźwięków, zdawały się raczej tworzyć pewną całość aniżeli wywoływać chaos; postanowiłem udać się w stronę źródła muzyki.

Nie minęło wiele czasu, a natrafiłem na uchylone drzwi w kolorze ciemnego dębu prowadzące do położonej w suterenie kawiarenki. Jej wnętrze pełne było dymu unoszącego się znad dżentelmeńskich fajek i objętego płomieniami drewna dopalającego się w dwóch kominkach, już od samego wejścia stałem się świadkiem rozmów biznesowych, politycznych i artystycznych prowadzonych przez wysoko urodzonych wiedeńczyków. Dominował wprawdzie język dialekt austriacki, znalazłoby się też kilku rodowitych Niemców, ale kierując się w stronę szynkwasu usłyszałem kilka słów w świszczącym, przyjemnym dla ucha języku węgierskim, przyjrzałem się dwóm czeskim kupcom grającym w karty o coś wartościowego i wymieniłem kiwnięcia głową ze Słoweńcem.

Kawiarnia ‘artystyczna’, jak nazywali ją mieszkańcy okolic i stali bywalcy, słynęła z licznych wieczornych wystąpień, stając się często pierwszą sceną dla chcących zadebiutować amatorskich muzyków, artystów wystawiających swoje pierwsze prace i poetów recytujących wyuczone wiersze. Nie była to pierwsza lepsza sala spotkań bohemy, ale miejsce cywilizowane, którego właściciele i goście potrafili dostrzec walory tradycyjnej sztuki i podtrzymywali stare wartości.

Naturalnie, postanowiłem zostać trochę dłużej i przysłuchać się dźwiękom muzyki. Poczucie przebywania w atelier nieokreślonego twórcy narastało gdy popijałem węgierski tokaj, aż w końcu do pianina podszedł młody człowiek, który zaczął wygrywać spojrzenia gości wyjątkowo udanym wykonaniem Spotkania Rudolfa Brauna. Rozsiadłem się wygodnie i po prostu słuchałem.

Spędziłem tam praktycznie cały wczorajszy dzień, wychodząc — przyznam nieśmiało — kompletnie upojony mocnym trunkiem i klimatem kawiarni. Jeżeli taki wieczór ma się jeszcze powtórzyć, Herren bez zwłoki muszą dać mi o tym znać! Nie godzi się, żeby dobra muzyka marnowała się, gdy nie ma kto słuchać.

Zachęcam natomiast do dzielenia się ulubionymi utworami austro-węgierskiej kultury, począwszy od muzyki i skończywszy na rysunkach czy lokalnych wynalazkach. Oczekuję niecierpliwie okazji do lepszego poznania gustu Austriaków i innych mieszkańców Monarchii.

/—/ E. P.

Uszanowanie!
(Hauptmann_von_ Jasniewski) #2

@Ekaton Szanowny Panie Emilu Potocki. Czy dla naszych czytelników opowiedziałby nam Pan o swoich odczuciach i wrażeniach z pobytu w Cesarstwie, Państwie Naszego Najjaśniejszego Panna. W imieniu Nieregularnika Galicyjskiego prosimy o podzielenie się swoimi doświadczeniami. Pana pobyt i podróż jest obserwowana i szeroko komentowana wśród inteligencji Krakowa i Lwowa.

Z poważaniem Hauptmann_von_Jasniewski, redaktor naczelny Nieregularnika Galicyjskiego.

Ps. Czy zaszczyci nas Pan odwiedzinami w Galicji i Lodomerii i podzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat naszego kraju?


(Erik Blume) #3

Szanowny Panie! Pragnę wyrazić ubolewanie, iż nie udało się nam we wspomnianej przez Pana Kafejce spotkać. Liczę jednak, że uda się to nadrobić w najbliższym czasie. Osobiście też cenię niezmiernie jej klimat i uwielbiam nacieszyć ucho jak i oko przeróżnymi wytworami sztuki. Do tego wspomniana przez Pana aura wyrafinowanego smaku, też miłą bywa odmianą dla takiego człeka jak ja, skromnego, przywykłego raczej do “bohemy” na co dzień. Co do Pańskiego pytania, jeśli o mnie chodzi, oczywiście na zawsze w sercu Alfons Mucha i jego efemeryczne, pełne harmonii dzieła, jak i Gustav Klimt, rzecz jasna. Ale cenię sobie też bardzo Egona Schiele, który chyba najbardziej trafia do mojego serca swoją specyficzną estetyką i nie dając się ukryć, skandalicznością. Dostrzegam potencjał w jego ekspresyjnym podejściu do przedstawień dynamicznych sytuacji międzyludzkich pokasłuje nerwowo. Czy słyszał Pan może o artyście malarzu Janie Zrzavy z Czech? Jego charakterystyczne, niepokojące i enigmatyczne przedstawienia, wieszczące jakiś zupełnie nowy dech w sztuce, ostatnio bardzo przykuwają oko. Polecam serdecznie jego twórczość. Bardzo Panu dziękuję za ten wątek, nie kryję, że łezka wzruszenia zakręciła się przy odkryciu go dziś. Kłaniam się nisko.


(Emil Potocki) #4

Serdecznie przepraszam Herren za zwłokę w odpowiedzi; rad jestem strasznie, że moja wizyta i opis doświadczeń z kawiarni wywołały reakcję!

@Hauptmann — Herr von Jasniewski, z przyjemnością! Gdy tylko statek pasażerski którym wybrałem się w całą podróż zacumował do w Trieście, zaskoczyły mnie… kolory. A właściwie to i sam koloryt, klimat ziem Istrii i wszędzie zauważalne różnice w stosunku do znanej przeze mnie, zagranicznej rzeczywistości. Moja pierwsza myśl była taka, zaświadczam — najwyraźniej mieszkańcom Cesarstwa i Królestwa musi się powodzić. Przede wszystkim monumentalna architektura, która nie dość, że zachwyca pięknem, to jeszcze funkcjonalnością. Gmachy wznoszących się na wzgórzach kawałek za wybrzeżem konstrukcji przypominały mi z początku opery i ratusze, a to były zwyczajne domy! Tradycjonalizm i klasyczne podejście do piękna mnie zachwyciły.

Dość powiedzieć, że natychmiast zostałem przywitany i oprowadzony. Główną zasługę w moim odnalezieniu się w tutejszej rzeczywistości przypisuję Herr Regentowi Kłopockiemu, który był dla mnie pomocą pierwszego kontaktu.

Co zaś tyczy się podróży do Galicji i Lodomerii, Herr von Jasniewski, będę zachwycony, jeżeli w mojej podróży uda mi się zawitać do Krakowa lub Lemberga! Koniecznie zakonotuję sobie ten pomysł i proszę być pewnym, że o nim nie zapomnę.

@Erik — poruszył Herr wspomnieniem Gustava Klimta moją pamięć, rzeczywiście, przypominam sobie jego prace! Dzieła pozostałych twórców nadrobiłem za to w czasie dzisiejszej wizyty na wystawie sztuki nowoczesnej. Uwielbiam przyglądać się pracom malarskim, chociaż przyznam, że realizm i neoklasycyzm budzą we mnie najsilniejsze uczucia. Malarzem, którego prace przez długi czas miałem na ustach, szczególnie w towarzystwie, jest zdecydowanie Karl von Blaas, ale chętnie sięgam także po obrazy Emila Jakoba Schindlera. Także bardzo żałuję, żeśmy się rozminęli, ale będę bardzo rad, jeżeli spotkamy się kiedyś przy słynnym austriackim Auslese albo, mniej kameralnie, jeśli da mi Herr postawić sobie piwo na poczet dobrej rozmowy!