Praga, Kamelienhaus (Dom Pod Kameliami)

prag

(Inger von Beillschmidt) #81

Zamawia sobie jeszcze jeden kieliszek absyntu.

-I cóż tam, Panie Regencie, czy są jakieś wieści w sprawie Akademii?


(Borys Targersdorf) #82

-Są, nie ma-zapętlił się Regent wpatrując się w szklaneczkę szkockiej.
-Dlaczego tam jest tak dużo lodu!!!-zirytował się Borys.
-Przepraszam najmocniej, niech Pani wybaczy ale czasami jeszcze prosty żołdak,że mnie wychodzi. Oczywiście plan jest, zapisany tu-postukał sie Borys w czoło- Sprawa Cesarsko-Królewskiej Akademii będzie kolejnym punktem obrad.


(anonim32) #83

Gdy tylko wszedł do Domu pod Kameliami, pożałował, że nie odwiedził wcześniej tego balwierza za rogiem… Wyglądam jak zbój z Banicy, pomyślał, I co najgorsze, pewnie każdy tutaj ma mnie za takowego. Rozejrzał się po wnętrzu Domu, szukając znajomej mu osoby, którą znalazł… w dość osobliwym towarzystwie. Borys, mocno już podpity, aczkolwiek wciąż wysławiający się całkiem nieźle, siedział obok pary dwóch mężczyzn, wyraźnie przypadających sobie do gustu, z których jeden był arcyksięciem, a drugi również mu znanym Erikiem Blume. Młodej, tajemniczej panny siedzącej obok nich jednak nie rozpoznał. Przysiadł się do nich, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia z von Targersdorfem
Szanowny panie Blume, może i więcej razy do głowy wbito mi żelazo niż coś pożytecznego, ale nie jestem aż tak nieokrzesany, by nie zobaczyć w całym swoim życiu choćby jednego pańskiego dzieła na uliczkach Pragi i nie docenić go.
Borysie, tak patrzę na twoją brodę, i myślę, że chyba musisz mi polecić balwierza.
Arcyksiążę, jesteś bardzo niepodobny do swego ojca. Ale w twoim przypadku to chyba komplement.
Mościa panno, z kimże mam do czynienia? Przedstawisz-li mi swoje nazwisko?
Ja sam nie wyjawię swojego, musicie mi to wybaczyć, szanowni, ale dyskrecja przede wszystkim.


(Inger von Beillschmidt) #84

Zmierzyła zaciekawionym spojrzeniem przybyłego - nieokrzesana w tej chwili aparycja bynajmniej jej nie zraziła, raczej zaintrygowała. Fakt jednak, że jako jedna w towarzystwie miała nie poznać personaliów towarzysza wpędził ją w pewnie zakłopotanie. Mimo to wyciągnęła przyjaźnie dłoń.

-Inger von Niemand, miło mi Pana poznać. Skoro prawdziwe Pana nazwisko ma pozostać tajemnicą to w jaki sposób mogę się do Pana zwracać?


(Erik Blume) #85

Osunął się całym ciałem na Maksie. Na tyle już pijany, by wsunąć mu dłoń pod koszulę i obcałowywać szyję
-Ach, taaaa… Pańska twarz brzmi znajomo, że się tak wyrażę. Ale że słynnej Inger naszej najkochańszej galerianki nie znasz pan!-rzece, nadal z dłonią pod arcyksiążęcą koszulą.


(Maksymilian Rudolf von Habsburg) #86

Skłonił się delikatnie, wdzięczny poniekąd Erykowi, że trzyma go swoim ciężarem przy rzeczywistości, odpływał już bowiem zupełnie w inne światy myślami. Nieznajomemu przyglądał się krótko i z zaciekawieniem właściwym kotom.

Niepodobny?… to zabawne, proszę Pana, w Londynie wszyscy zawsze powtarzali, że jestem tak niepodobny do matki, iż muszę być kopią ojca.


(Inger von Beillschmidt) #87

Parsknęła na tę galeriankę, omal się nie krztusząc absyntem, i zarumieniła - ciężko powiedzieć czy z zawstydzenia czy tylko alkoholu.

-Proszę nie przesadzać, moja “sława” ogranicza się do bardzo wąskiego grona.


(Borys Targersdorf) #88

-Państwo pozwolą,że przedstawię-Regent wyrwał się do prezentacji- Jego Królewska…Jego Królewskiej Mości ulubiony pisarz-szkocka zaczęła działać-Tak, pisarz Pan Stanisław…Łęcz…Łęczycki, mój znajomy z Rzeczpospolitej.


(Stanisław Łęczycki) #89

Ech, Borysie, ale żeby od razu tożsamość ujawniać? - spojrzał na niego i pozostałych - No coż, może nie wyglądam na pisarza, ale staram się być takowym, co król docenia, a co najważniejsze - żadnego nie zabiłem. - To mówiąc zapalił wyjęte z kieszeni cygaro - Czy tylko ja jestem tu trzeźwy? Zasłyszałem gdzieś, jakoby Zielona Wróżka miała… dziwne właściwości. - zamówił u przechodzącej obok, ślicznej kelnerki nieco galicyjskiego grzańca, a gdy usłyszał, że Pod Kameliami nie serwują czegoś takiego, nalał sobie trochę szkockiej od Borysa - Ile godzin… nie, może inaczej - ile dni już tutaj Wasze Moście siedzą?
Odpowiadając na pytanie szanownej pani - mówcie mi Stasiek, Stanisław. Bez znaczenia.
A jak znowu pojawię się pod innym imieniem, to niestety, tak to już tutaj jest z trybem anonimowym.
Usłyszawszy o podobieństwie do arcyksięcia do jego matki, powiedział. - Mości Maksymilianie, w takim razie, na Pana miejscu modliłbym się o to, by pewnego dnia od ojca usłyszeć, że jednak jestem adoptowany.

Pewnie zastanawiacie się, jak mogę być ulubionym pisarzem JKMości. Odpowiem, że nie wiem, bo nie jestem psychiatrą Miłościwego Pana ale wydaje mi się, że to dlatego, że w całej tej wspaniałości, przepychu i pięknie dworu, król potrzebuje czegoś topornego, czegoś prostego, żołnierskiego, by przypomnieć sobie choć trochę dawne czasy, kiedy zamiast wydawania dekretów wydawał rozkazy podczas bitwy. Wprawdzie jestem dla niego niczym Dawid dla Saula - umilam królowi wolny czas recytowaniem swoich dzieł, - aczkolwiek z aparycji bliżej mi do Goliata, za co często dziękuję Bogu, bo inaczej dawno bym już skończył w łóżku jednej z dworek JKMości, co definitywnie zakończyłoby moją karierę.


(Maksymilian Rudolf von Habsburg) #90

Z całej przemowy nieznajomego wyłapał tylko jego nazwisko, które potraktował jak komendę do skłonienia się przed nim, oraz drugą niezmiernie interesującą informację.

Ojciec ma dwórki, Panie Stanisławie?… Byłem pewien, że od czasów nieboszczki Elżbiety fraucymer dworu wiedeńskiego, nie licząc tych przejściowych nieudolnych wygłupów cesarzowej Zyty, jest cokolwiek… out of order, hors-service.


(Borys Targersdorf) #91

-Ojciec nie ma dwórek, byłem, widziałem. Dwór pańskiego Ojca, a naszego miłościwie panującego Cesarza i Króla, przypomina raczej zakon, brakuje tylko nad wejściem sentencji
ora et labora, taki skarlandzki klimacik. Ale trzeba przyznać, że kucharza Cesarz ma naprawdę świetnego.