Praga, siedziba Praskiego Stowarzyszenia Okulistów (Loża Masońska "Gwiazda Zaranna")


(anonim28) #1

Była to trzecia kamienica od końca ulicy i najwyższa ze wszystkich, poza tym jednak nie przyciągająca uwagi swoim wyglądem. Białą fasadę ozdobiono wijącym się motywem roślinnym, oknom dano błękitne obramowania, na prawo zaś od drewnianych drzwi, strzegących dostępu do środka budynku, przymocowano do ściany tablicę z napisem:

PRASKIE STOWARZYSZENIE OKULISTÓW

Nad napisem umieszczono symbol stowarzyszenia; wpisane w gwiazdę oko.


(Radim Tvrdik) #2

“Tego nam tu jeszcze brakowało, masonów-konspiratorów i do tego amatorów”
“Zgrabnie napisany donos załatwi sprawę, żandarmeria zlikwiduję konkurencje”-złośliwie zarechotał Tvirdik i poczłapał pisać donos.


(Erik Blume) #3

-Dobry wieczór Panu! Hmmm, to Pana ostatnio spotkałem w Domu Pod Kameliami, czy mi się wzrok znów popsuł? Brał pan sobie zdaje się dość młodego chłopca…
Erik uśmiechnął się, prezentując garnitur drobnych, lśniących ząbków
-Czy nadal jest pan pewien, że żandarmeria tutaj to dobry pomysł?


(Franz Joseph von Habsburg) #4

Spróbował przyjść incognito, zmienił nawet swego Austro-Daimlera na poczciwego Laurin&Klementa
-Psst! Moje lewe oko gra ciągle “Prinz Eugen Marsch”
Miał nadzieję, że dobrze zapamiętał hasło, które miało teoretycznie nie wzbudzać podejrzeń przechodniów.


(Borys Targersdorf) #5

W czasie popołudniowego spaceru, uwagę Regenta przykuła osoba ponurego draba, który rechotając, mazał boczną ścianę kamienicy koślawymi literami.
PRAGA MIASTEM ALCHEMIKÓW
PRECZ Z OKULISTAMI I MINIATURZYSTAMI
_Zdumienie odmalowała się na twarzy Borysa, “Idą ciężkie czasy”-pomyślał. _


(anonim29) #6

Drzwi zaskrzypiały, i przez próg wychylił się wąski w piersiach rudzielec, na oko trzydziestoletni. Prześlizgnął leniwym spojrzeniem po ulicy i przechodniach, z wyraźnym niesmakiem mruknął coś pod nosem, skupił na moment wzrok na twarzy przybysza, wreszcie otworzył drzwi szerzej i gestem zaprosił Franza Josepha do środka.
-W przyszłości proszę pukać. Ma Pan szczęście, że akurat przechodziłem korytarzem. Sprawa brzmi poważnie, niezwłocznie musi się Pan spotkać z doktorem Wassertrumem. Schodami na pierwsze piętro, czerwone drzwi po prawej.
I szeptem, już po zamknięciu drzwi:
-Pozostali “pacjenci” powinni być już w drodze.


(Erik Blume) #7

Zaintrygowany niezdrowo, zapragnął też dostać się do środka. A że akurat otrzymał od Arcyksięcia nowy ubiór, prezentował się jak członek nie swojej klasy. Pewnym gestem wystukał melodię ulubionego marszu i czekał na odzew. Jego uwadze oczywiście nie umknął młody rudzielec.


(Maksymilian Rudolf von Habsburg) #8

Kompletnie pijany, przebrany już w mundur c. k. kapelana wojskowego, że zmierzwionym włosem, roztaczając woń kadzidła i damskich perfum jaśminowych, wtacza się ciężko na schody przybytku, by zakołatać w drewniane wrota.

Otwierać! Kontrola moralności!


(Borys Targersdorf) #9

Regent z ciekawością przyglądał się feldkuratowi @mrudolf.
“Bardzo ciekawy początek kampanii wyborczej”


(Erik Blume) #10

Dostrzegł toczącą się pijaną postać niemal od razu. Wsunął się za nią do klatki kamienicy.
-Maksymilianie! A może powinienem rzec “wielebny ojcze”? Co Ty tutaj robisz?!


(Maksymilian Rudolf von Habsburg) #11

Nie widać, Eryku? Kontroluję moralność.

Czknął, w dalszym ciągu nacierając na otwarte już drzwi


(Erik Blume) #12

Rzucił się i przyparł go do owych drzwi. Drzwi, które były już otwarte, poleciały wraz z nimi, a oni spletli się w mimowolnym objęciu. Wpadając prosto na zebranie eleganckich gentlemanów z cygarami i kieliszkami koniaku w dłoniach. Prawie zburzyli kompozycję, lecz na szczęście członkowie Loży mają świetny wzrok, bo uskoczyli w ostatniej chwili.
-Hmm… przepraszam- szepnął - najdroższy.


(Maksymilian Rudolf von Habsburg) #13

Erykowi udało się tym samym całkowicie zaskoczyć bezbronne arcyksiążątko, które rozciągnęło się wobec znaczącej przewagi artystycznej przeciwnika na podłodze, obróciło pijaną głowę na sztukaterie sufitu i zaśmiało się pogodnie, jakby liczyło na to, że dzięki urokowi osobistemu zostanie oszczędzone.
…ja… chyba… umarłem… i trafiłem… do piekła… o jak dobrze.


(anonim30) #14

Mordechej Misel, schowany za załomek kamienicy, ze zgrozą oglądał całe zajście. Odruchowo sięgnął do kieszeni chałatu, dmuchnięciem oczyścił ząbek czosnku i włożył go do ust. Zapewne by się przeżegnał, jak jego koledzy goje, ale Misel uchodził za prawowiernego żyda.
-A, ja jaj- mruknął.

Już miał odejść, kiedy przeczytał umieszczone na marynarce, pomiędzy łopatki, imię i nazwisko tarzającego się młodzieńca.
-Zugs Führer - włosy stanęły mu na karku, ale dlaczego sam nie wiedział.
“Rabbi, mi to wytłumaczy”- i zanim dokończył myśl, już biegła na zebranie praskiego kahału.