Stare uliczki, nowe twarze


(Xavery edler Kłopocki) #1

Dwudziestego siódmego dnia miesiąca Februara na ulice Triestu wyszło słońce. Oprócz słońca, zawitał tam jeszcze jeden niespodziewany gość, którego triesteńskie bruki nie widziały jeszcze dawniej. Głęboko osadzone w przedwcześnie postarzałej twarzy, mądre oczy spoglądały na miasto, które niegdyś kochały tak bardzo. A Triest, trzeba to powiedzieć jasno, nie przedstawiał sobą najlepszego widoku. Oglądanie ulic, którymi spacerował przed laty i kawiarni, w których niegdyś przesiedział całe noce przy zażartych dyskusjach politycznych po prostu bolało. Bolało tak, jak boleć może spojrzenie na twarz osoby, która kiedyś była Ci najdroższa, a teraz jest tak zmieniona wyniszczającą chorobą, że ledwie rozpoznajesz cień dawnej świetności w jej rysach. Postukując na kocich łbach drewnianą nogą, do której wydawał się nienawykły, szedł przez uliczki Triestu aż dotarł do synagogi. Wydając się zrezygnowany osunął się na schody świątyni i westchnął ciężko. Rozejrzał się po opustoszałej ulicy i zadumał.


(Xavery edler Kłopocki) #2

Otworzył oczy i roztarł zastygłe mięśnie. Nawet nie zauważył kiedy zapadł w sen. To podróż z P▮▮▮▮▮▮▮▮▮a musiała go wykończyć bardziej niż sądził. Wstał z trudem i podjął swój marsz przez ulice portowego miasta urywanym krokiem. Rozglądał się po opustoszałych ulicach i zastanawiał: Co tu się do diaska wydarzyło?! To nie mógł być Triest jego młodości, niezasypiające miasto pełne turystów, dokerów, handlarzy i rzezimieszków. A teraz? Wszędzie tylko zalegały zwały kurzu. Wszedł do opuszczonej kafejki, gdzie znalazł pokryte pyłem talerze i zetlałe wydanie “Kuriera Lwowskiego” sprzed nieomal roku. Nie znalazł natomiast żadnego śladu zamieszek czy walki. Jaki straszliwy kataklizm mógł do tego stopnia wyludnić stolicę prowincji i nie pozostawić po sobie żadnego śladu?


(Xavery edler Kłopocki) #3

*Zdjął słuchawki i oparł głowę na złożonych dłoniach. Szum w uszach i ucisk w skroniach narastały. Transmisja z Pustkowi potwierdziła jego najgorsze przypuszczenia, te których nie odważył się do tej pory nawet wyartykułować na głos.

Realioza.

Potworna choroba, której ofiarami padały całe społeczności, ba, nawet całe kraje! Atakowała znienacka, i pozostawiała po sobie wyszarzone, opustoszałe państwa. Wydawało się, że nikt nie jest na nią odporny, niezależnie od wieku, płci, czy statusu społecznego. W wielu stolicach państw Ostlandu prowadzono prace nad szczepionką, jak widać nieskutecznie. On sam przeszedł ciężki przypadek realiozy trwający kilka lat, ale udało mu się powrócić. Inni najwyraźniej nie mieli tyle szczęścia… Co dalej? Na pewno Pustkowia żyją, mógłby się udać tam. W zasadzie jakie byłoby lepsze miejsce dla ostatniego pozostałego przy życiu członka dumnego narodu niż pustkowie smagane radioaktywnym wiatrem? Musi się nad tym zastanowić. Pustkowia nie leżą daleko, ale przy braku aktywnej infrastruktury, kolei czy dróg, to i tak wyprawa na kilka tygodni. Ale i tak najpierw musiał skończyć misję. Nawet jeśli Cesarz czy rząd którym przysięgał, już nie istnieją, to i tak on sam pamięta do czego się zobowiązał. Uniósł głowę i rozejrzał się po pomieszczeniu. Dawny pokój radiotelegrafu był, jak całe miasto pusty. Gruba warstwa srebrzystego kurzu zalegała na wszystkich sprzętach, poza radiostacją z której przed chwilą korzystał. Musi zdobyć jakieś koce, prowiant, inne wyposażenie… Jego wzrok natrafił na drewnianą skrzynię opatrzoną napisami “Strenges Geheimnis” i “K. u. K. Armee-Eigenschaft”. zdmuchnął z niej kurz i otworzył. Wewnątrz, solidnie zapakowana w warstwę pakuł i trociny znajdowała się przenośna wojskowa radiostacja. Zabierze ją ze sobą, nie wiadomo kiedy trafi na kolejny radiotelegraf.*


(Borys Targersdorf) #4

człowiek??? tutaj?? herr targerdorf przeładował broń i wziął intruza na muszkę…


(Wiktor Maretzky) #5

Z mgły niebytu wyłonił się niczym duch, Maretzky i jebnął Borysa w pałę. Do gościa?! Z giwery?! Czy tak witamy starych wiarusów?


(Andrew von Lichtenstein) #6

Po co strzelać może i on wróci do MAW. Z żywego i zdrowego wiekszy pożytek


(Jan Dagobard von Thorn-Maikowski) #7

Stary Austriak przyczajony w gruzach dawnej kamienicy opuścił lufę pordzewiałego Mannlichera i spojrzał w stronę przybyszy ze zdziwieniem.

Mein Gott… Borysie, mówiłem, że trzeba posprzątać w razie gdyby goście przybyli! - krzyknął otrzepując z kurzu i pyłu zaniedbany mundur K.u.K. Armee.


(Borys Targersdorf) #8

nie strzelaj, sprzątaj !!! a ja muszę zadbać o morale mojej bandy w Ołomuńcu !!! witam Panów :slight_smile: Herr Maretzky ruski rok Pana nie widziałem.


(Jerzy III von Oranien-Nassau) #9

Do Triestu,a raczej tego co zeń zostało przybył Szlachcic z Ron-Jacek Ostrogski Radziwiłł.


(Andrew von Lichtenstein) #10

Witam, serdecznie zapraszam do tego pięknego kraju. Chociaż są ruiny, można wszystko odbudować.


(Wiktor Maretzky) #11

Witajcie!


(Jerzy III von Oranien-Nassau) #12

Dziękuje za powitanie. :smiley: W ramach ciekawostki dodam że gdyby mój dziadek nie wyrzekł się swego ojca to byłbym potomkiem rodziny panującej.


(Borys Targersdorf) #13

rodzinny się nie wybiera :laughing:


(Jerzy III von Oranien-Nassau) #14

Prawda. :smiley:


(Leszek van der Fryssau) #15

Do Triestu z Sarmacji przybył nowy człek, jednak o wielkim doświadczeniu Leszek van der Fryssau.


(Wiktor Toghon at Atera) #16

Jako władca Triestu, witam serdecznie.